Zbliżają się wakacje, czas zagranicznych podróży. Warto sprawdzić przed wyjazdem jakie zasady dotyczące napiwków funkcjonują w kraju, do którego się wybieracie. Z pomocą przychodzi mint.com.
A jak jest w Polsce? Różnie. Niektórzy dają, niektórzy nie dają. Czasem napiwek jest wymuszony, tzw. opłata za serwis. Czasem jak chce się go dać, to nie można…
Warszawski klub Tam Tam. Grupa gości, rachunek przekracza 300 zł. Kelnerka, podając rachunek, informuje, że po przekroczeniu takiej sumy napiwek w wysokości 10 proc. jest obowiązkowy, ale nie można go dodać do kwoty rachunku przy płaceniu kartą, tylko uregulować w gotówce. Próby wyjaśnienia kwituje: – Proszę mi nie przerywać, bo jeszcze nie skończyłam mówić. [za rp.pl]
O wysokości napiwku już nawet nie wspomnę. 5%, a może 10%.
Ja sporadycznie decyduje się na wręczenie napiwku, jeśli jedzenie i obsługa jakoś się wyróżniały. U fryzjera mam problem, bo forma wręczania do ręki mi nie odpowiada. Z kolei irytują mnie taksówkarze, którzy często go wymuszają. Licznik pokazuje 18.40, a kierowca pyta, czy do 19 może zaokrąglić, a zdarzyło mi się, że po wręczeniu 20 zł nie wydaje reszty i czeka aż wysiądę.
A Wy dajecie napiwki w Polsce? Kiedy? Komu? Ile?
Tweet